Rozpoczęcie kazdej nowej pracy, to poczatek wielkiej przygody. Im bardziej, zarówno sama organizacja i panujace w niej zasady, spełniac bedzie nasze oczekiwania, tym bardziej bedziemy chcieli sie z nia utozsamiać.
Najgorsza rzeczą jaka czesto przychodzi juz w pierwszych dniach po zatrudnieniu jest rozczarowanie i pojawienie sie permanentnego pytania:
a co ja własciwie robię w tej organizacji?
Pytanie to, wcale nie jest bezzasadne, albowiem trafiamy do funkcjonujacej w dosyc skomplikowany sposób organizacji, która prawie zawsze okazuje sie inna niz ta, którą sobie wymarzylismy. Trzeba wiec zweryfikowac swoja postawę.
Ale nie zakładajmy, że uda nam sie to zrobic własciwie w ciagu kilku dni. Po to funkcjonuje "instytucja" okresu próbnego, by obydwie strony mogły sobie wystarczajaco obiektywnie odpowiedziec na pytanie,
czy chcemy dalej współpracowac z tymi ludzmi i dla tej właśnie organizacji?
Trzy miesiace, to minimalny okres dajacy mozliwosc faktycznego poznania niuansów, tworzacych obraz organizacji.
Drastyczne rozminiecie sie oczekiwań stron bedzie skutkowało decyzja podjeta wcześniej. Ale... czasami jest tak, ze organizacja nie odrzuca najgorszych, najmniej inteligentnych i najmniej zaradnych. Czasami odrzuca tych, z którymi (tak ocenia) bedzie miała problemy, jakich sobie nie życzy. Czasami odrzuca ... najzdolniejszych.
Rozstanie z firmą, to nie zawsze opisnia w stylu: nie nadajesz się, jestes niemądry. Czasami oznacza... szkoda Twojego czasu, masz zbyt wysokie kwalifikacje i kompetencje.